Jak Schudnąć

Najpierw przesuwasz guziki w bluzce, potem zapinasz pasek o dziurkę dalej, kupujesz większe ubrania, wreszcie nie możesz się schylić, żeby zapiąć buty. Z każdym nowym kilogramem gorzej się czujesz. Co zrobić, by odzyskać dobrą figurę i zdrowie – mówi internista dr Ewa Stasiakowska-Grochowska.
„Poradnik Domowy”: Pani doktor, światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała otyłość za chorobę przewlekłą. Czy to znaczy, że osoby „puszyste” powinny się leczyć? 

Dr Ewa Stasiakowska-Grochowska: Oczywiście. Nie tylko otyłość, ale również spora nadwaga są zagrożeniem dla zdrowia. Niebezpieczna jest zwłaszcza otyłość brzuszna – typu jabłko – ponieważ stanowi ryzyko rozwoju chorób układu krążenia (m.in. nadciśnienia tętniczego, choroby wieńcowej, miażdżycy) oraz cukrzycy typu 2. Nie mniej niebezpieczna jest otyłość typu gruszka, bo choć niesie mniejsze zagrożenie dla układu krążenia, sprzyja rozwojowi chorób nowotworowych, np. raka piersi, trzonu macicy czy jelita grubego.

Musimy też pamiętać, że każdy dodatkowy kilogram to dodatkowe obciążenie dla układu kostno-stawowego, a przy dużym obciążeniu odmawia nam posłuszeństwa kręgosłup, biodra, kolana, stopy… Jak więc widać, walka z nadwagą czy otyłością to nie jest tylko nasze widzimisię, ale także zagwarantowanie sobie lepszego zdrowia i samopoczucia.

W jaki sposób możemy sprawdzić, czy już przekroczyliśmy dopuszczalne normy i powinniśmy zacząć się odchudzać? 

Wystarczy zmierzyć obwód pasa. Jeśli kobieta ma więcej niż 80 cm, a mężczyzna 94 cm w talii, powinno zapalić się czerwone światło i dać sygnał do działania. Możemy też wyliczyć swoje BMI – body mass index (wskaźnik masy ciała). Wylicza się go, dzieląc wzrost w metrach podniesiony do kwadratu przez kilogramy masy ciała. Jeśli BMI nie przekracza 25, możemy spać spokojnie. Jeżeli mieści się w przedziale od 25 do 30 – mamy nadwagę, jeśli przekracza 30 – oznacza otyłość, a gdy przekracza 40 – otyłość olbrzymią.

Otyłość często usprawiedliwiamy rodzinną skłonnością do tycia. Wmawiamy sobie, że mama była gruba lub tata był gruby, to ja też muszę. I nic nie mogę poradzić. Czy to prawda? genach. Ale to tylko skłonność. Jeśli nie zaistnieją jakieś dodatkowe okoliczności, nie musimy być otyli tylko dlatego, że jakiś przodek należał do „puszystych”. Te dodatkowe okoliczności to np. przekarmianie w dzieciństwie, nieracjonalna dieta, niehigieniczny tryb życia, mało ruchu. W niewielkim procencie przypadków otyłość jest efektem innych chorób – mówimy wtedy o otyłości wtórnej, której przyczyną może być np. niedoczynność tarczycy, choroba i zespół Cushinga, zespół wielotorbielowatych jajników – ale i tu nie jesteśmy bezradni, ponieważ leczenie schorzenia podstawowego ułatwia leczenie nadwagi czy otyłości.

Gdy już wiemy, że mamy nadwagę czy otyłość, zaczynamy się odchudzać na własną rękę, stosując „cudowne” diety. Eksperymentujemy na własnym organizmie. Czy takie działanie jest bezpieczne dla zdrowia? 

Nie zawsze jest bezpieczne, ponieważ sami zwykle nie jesteśmy w stanie ocenić, co jest przyczyną naszej nadwagi i czego potrzebuje nasz organizm. Dieta powinna być dobierana indywidualnie. Jej podstawowe założenia mogą być takie same dla wszystkich, ale w szczegółach musi być dopasowana do konkretnego pacjenta. Jeśli tylko radykalnie ograniczymy kaloryczność posiłków (pamiętajmy, że aby pozbyć się kilograma tłuszczu, trzeba spalić aż 7 tysięcy kalorii!), to efekt może być dość szybko widoczny, ale zaraz po powrocie do poprzedniego sposobu odżywiania odrobimy stracone kilogramy i dorzucimy ich jeszcze trochę.

Jest to tzw. efekt jo-jo, który wynika z tego, że przy drastycznym ograniczeniu kalorii w organizmie spowolniona zostaje przemiana materii. Kiedy wracamy do naszego dawnego sposobu odżywiania się, przemiana materii nadal jest wolniejsza i dochodzi do odkładania się tkanki tłuszczowej. Aby tego uniknąć, musimy przyspieszyć przemianę materii, albo radykalnie zwiększając aktywność fizyczną, albo stosując środki farmakologiczne pod ścisłym nadzorem lekarza. Generalnie bardzo ważne jest, byśmy zrozumieli, że dla dobra naszego zdrowia nie wolno nam głodować, ale musimy się prawidłowo odżywiać.

Czy to znaczy, że im wolniej będziemy chudnąć, tym efekty kuracji będą lepsze i trwalsze? 

Tak, ponieważ w trakcie odchudzania wypracujemy i utrwalimy sobie dobre nawyki żywieniowe. Organizm nie dozna szoku i nie dojdzie do efektu jo-jo.

W jakim więc tempie najlepiej się odchudzać?

Optymalne jest chudnięcie w tempie od pół do kilograma tygodniowo; indywidualnie może być maksymalnie do dwóch kilogramów.

Czy każdy może schudnąć?

Tak, ale bardzo ważna jest motywacja, konsekwencja i jasne określenie sobie celu, do którego będzie się dążyło. Ten cel musi być jednak realny – wiadomo, że stukilogramowa sześćdziesięciolatka nie powinna dążyć do swej wagi sprzed 40 lat, kiedy to ważyła 55 kg przy wzroście 170 cm. To nie będzie korzystne dla jej zdrowia i wyglądu. Może okazać się, że 70 kg to wariant optymalny. Niezbędna jest też współpraca z lekarzem i świadomość, że nie każdy z nas osiąga ten sam efekt w takim samym czasie nawet przy tej samej diecie; mamy przecież różne typy przemiany materii.

Aby jednak schudnąć „z głową”, warto chyba zrobić to pod kontrolą specjalisty, który wspólnie z nami ustali nasze cele i możliwości. 

Tak, to prawda. Wystarczy zgłosić się do swojego lekarza i poprosić go, by pomógł nam w walce z nadwagą czy otyłością. Każdy lekarz zna przecież zasady prawidłowego odżywiania i umie ocenić ryzyko chorób, jakie nam grożą w związku z nadmierną tuszą. Albo dobierze nam dietę i będzie nas dalej prowadził, albo skieruje nas do specjalisty mającego większe doświadczenie w leczeniu otyłości.

Wiadomo, że powinniśmy się odżywiać zgodnie z tzw. piramidą żywieniową. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? Niekoniecznie. Można to osiągnąć bez specjalnych wyrzeczeń, nakładu czasu czy dużych pieniędzy. Trzeba tylko powiedzieć „chcę”.